Przed mszą |
Gdy efekt uznałam już za satysfakcjonujący- wciągnęłam na tyłek
i ruszyłam na podbój polskich dróg.
i ruszyłam na podbój polskich dróg.
Do tego celu idealnie nadawał się wypad do Częstochowy na mszę połączoną ze święceniem motocykli i oficjalne rozpoczęcie sezonu. Spotkanie na shellu, nowe znajomości i w trasę. Proporcjonalnie do pokonywanych km, przybywało motocyklistów. Wrażenia podobne do tych z parady w Żywcu, gdzie spojrzę tam moto. Żeby nie było tak za różowo, straciłam z oczy moją ekipę.
![]() |
pod granatowym parasolem Claromantana :) |
No cóż, może znajdziemy się na miejscu. Dotarłam do celu i sięgam po telefon. Jak już operator raczył zrealizować połączenie i udało mi się coś usłyszeć wśród setek odpalonych motocykli, to usłyszałam że są pod granatowym parasolem z napisem "claromontana". Wskazówka była równie pomocna jak apap przy otwartym złamaniu kości udowej- każdy z kilkudziesięciu rozmieszonych tam parasoli był granatowy z tymże napisem..... Po 40 minutach ciężkiej irytacji udaje nam się spotkać. Teraz z górki, pijemy soczek i ruszamy na mszę.
Ksiądz który święcił maszyny też był wieziony na 2oo, co zważywszy na okoliczność- było bardzo na miejscu. Po mszy jedziemy do Marka na zajebiście pysznego grilla i jeszcze lepszy rosół gospodyni. Moto poświęcone, pogoda dopisała a spodnie i buty się sprawdziły- jednym zdaniem- zdecydowanie udany dzień.